niedziela, 15 października 2017

Rossmann -55% na kolorówkę!

Rossmann -55% na kolorówkę!
Witajcie :)
Jak zapewne wiecie w Rossmanie trwa akcja 55% rabatu na kosmetyki do makijażu. Jest to już któraś z kolei tego typu promocja tej drogerii. Prawie za każdym razem z niej korzystam i nie kupuję kosmetyków w zwykłej cenie, chyba że akurat coś mi się kończy. Tym razem zrobiłam malutkie zakupy, po pierwsze postanowiłam trochę zaoszczędzić i ograniczyć zbędne zakupy, a po drugie po postu wszystko już mam, nic mi się nie kończy. Skusiłam się na:

1. Lovely Celeb, zestaw do kresek. Jest to nowość firmy, dopiero co się pojawiła w Rossmanie. Zestaw zawiera kredkę i eyeliner z pędzelkiem. Póki co jeszcze testuję, ale chyba się polubię z tym zestawem :D

2. Lakiery Eveline Vinyl, kolor bezowy i czerwony. Kolory są piękne i typowo jesienne. Na paznokciach wyglądają jak hybrydy, są piękne, ale niestety mało trwałe :(

3. Beżowa kredka Lovely - kolejny produkt tej firmy. Kredka była taniutka, za to sprawdza się bardzo dobrze do makijażu oka. 

4. Wibo, baza silikonowa. Od dawna na nią polowałam, do tej pory jeszcze nie testowałam bazy silikonowej, jestem bardzo ciekawa jak się sprawdzi. Póki co mogę powiedzieć że bazy jest bardzo malutko, zaledwie 15g - tubka jest prawie pusta. Mam nadzieję że baza okaże się wydajna :D 

Jestem zadowolona z zakupów, kupiłam to co chciałam i co mi się przyda. Nie obyło się bez problemów ze strony klientów drogerii (niektórzy zachowywali się jak dziki, zero kultury - pchanie, otwieranie kosmetyków, malowanie się szminkami, rozwalanie wszystkiego... szkoda gadać), ale mimo to nie narzekam. 
Jak tam Wasze łupy, kupiłyście coś ciekawego? Chętnie zerknę ;) 

piątek, 13 października 2017

Inisfree It's Real Squeeze Mask

Inisfree It's Real Squeeze Mask
Witajcie :) Niedawno miałam okazję wypróbować nową maseczkę - chodzi o koreańską maskę w płacie Inisfree It's Real Squeeze Mask, wersja blackberry - jeżyny. Maseczkę zamówiłam na roseroseshop.com ( możecie o tym przeczytać tutaj: KLIK bardzo chciałam wypróbować kosmetyk tej marki, wybór padł akurat na tą maskę.
 Maseczka ma za zadanie odżywić skórę oraz zadbać o jej nawilżenie. Jest w wygodnym, bawełnianym płacie, który jest solidnie nasączony esencją. Nie ma żadnego specjalnego zapachu, co nie jest specjalnie dokuczliwe, w końcu maska ma działać a nie pachnieć . Sam płat jest dobrze dopasowany do twarzy, nie jest za mały ani za wielki, co jest jego wielkim plusem. Należy trzymać go na twarzy 10-20 min, ja trzymałam ją 20 min a potem wklepałam resztki esencji, pozostałości zostawiłam do wchłonięcia.
Po zdjęciu płata czułam, że twarz jest po prostu lepka. Nie było to miłe uczucie, w dodatku lepkość nie znikała. Po godzinie poszłam umyć twarz, bo wszystko mi się kleiło, czułam się tak jakbym miała na twarzy bardzo tłusty olejek. To jest wielkim minusem tej maski. Plusem jest natomiast jej działanie, po jej użyciu widziałam, że skóra jest wyraźnie bardziej nawilżona. Zredukowała się też widoczność porów, co zapewne związane było z nawilżeniem, nie był to długotrwały efekt. Z pewnością nie jest to najlepsza maska w płacie jakiej używałam. Nie wiem czy kiedyś zdecyduję się ponownie na maskę z tej serii, jeśli już to wybiorę inny wariant. Z tej serii pojawiło się na prawdę sporo maseczek, jest w czym wybierać :)

Znacie te maski, używałyście? A może wolicie inne maski w płacie? :)


wtorek, 10 października 2017

Peeling kawowy - który wybrać?

Peeling kawowy - który wybrać?
Witajcie :)
Dzisiaj opowiem kilka słów na temat peelingów kawowych, które do tej pory miałam przyjemność przetestować. Uwielbiam wszelkie peelingi, często po nie sięgam i chętnie testuję nowości. Jakiś czas temu znalazłam peelingi kawowe i po prostu przepadłam, od razu je pokochałam :)


Pierwszym typowym peelingiem kawowym który przetestowałam był produkt od Love Your Body. Kupiłam go w Super Pharm, kosztował niewiele i akurat był w promocji, więc postanowiłam skorzystać i go wypróbować. Na początku trochę zniechęciło mnie opakowanie, było dosyć niewielkie, jednak szybko się przekonałam że to żaden problem. Peeling jest bardzo wydajny, jedno opakowanie wystarcza na kilkanaście użyć (a wcale go nie oszczędzam). Na jego temat powstał nawet osobny post (KLIK). W dużym skrócie: peeling ma świetny zapach, dobrze wygładza skórę, jest wydajny i niedrogi. Minusem jest niestety jego konsystencja, jest bardzo gęsty, przez co trochę trudno się go nakłada, ale są na to sposoby. Ja mieszam go z ciepłą wodą i od razu jest lepiej. Wielkim plusem jest zawartość olejków, które fajnie natłuszczają i odżywiają skórę po peelingu. Jestem z niego bardzo zadowolona.


Drugi produkt to peeling firmy Mark. Przetestowałam go dzięki ich akcji na FB, w której można było odebrać darmową próbkę produktu. Do mnie trafił peeling o zapachu kokosa i był to strzał w dziesiątkę. Zapach jest po prostu obłędny! Zupełnie inny niż zapach peelingu Love Your Body, jednak oba produkty pachną ładnie i kokosowo.
Peeling Mark jest bardziej sypki niż Love Your Body. Z niego również jestem zadowolona. Niewielkie opakowanie wystarczyło mi na kilka użyć, był bardzo wydajny. Świetnie ścierał martwy naskórek i wygładzał skórę. Jego używanie wyraźnie poprawiło wygląd skóry, stała się bardziej gładka i napięta. Sprawdzał się w 100%, chętnie bym do niego wróciła. Firma oferuje nam też inne warianty peelingu, jest w czym wybierać.


Trzeci produkt to znany wszystkim Body Boom. Firmy chyba nie muszę przedstawiać, w ostatnim czasie zrobiła się bardzo popularna. No i nic dziwnego, bo oferuje produkty bardzo dobrej jakości.
Ja miałam okazję wypróbować peeling w wariancie miętowym. Małe opakowanie wystarczyło mi na kilka użyć. Zapach mięty był naturalny, dzięki niemu produkt był bardzo orzeźwiający. Peeling miał też właściwości chłodzące, może niekoniecznie przyda się to w okresie jesienno-zimowym, ale za to na lato będzie idealne :D . Kosmetyk sprawił się bardzo dobrze, wyraźnie wygładzał skórę. Po jego użyciu skóra była też ujędrniona. Body Boom spełnił moje wszystkie oczekiwania i chętnie do niego wrócę.


Dlaczego warto stosować peelingi kawowe?

Jak wiadomo, peeling ma na celu głównie usunięcie martwego naskórka. Dzięki temu nasza skóra wygląda zdrowo i promiennie, lepiej też przyjmuje kosmetyki. Peeling pobudza krążenie, odblokowuje pory, oczyszcza skórę. Oczywiście z zabiegiem nie można przesadzić, peeling w nadmiarze może zaszkodzić, trzeba więc zachować rozwagę przy jego stosowaniu.
Oprócz wygładzania skóry peeling kawowy może także pomóc w walce z cellulitem. Zawarta w nim kofeina pomaga ujędrnić ciało. Oczywiście nie można oczekiwać cudów - po jednym użyciu skóra nie stanie się idealnie gładka i jędrna, ale przy regularnym stosowaniu możemy zauważyć poprawę :)
Moim zdaniem warto co jakiś czas sięgnąć po peeling kawowy. Efekty jego regularnego używania są widoczne, poza tym sam zabieg jest przyjemny. Polecam każdemu :)

Który peeling sprawdził się u mnie najlepiej?

Muszę przyznać że długo się nad tym zastanawiałam. Która z przetestowanych marek okazała się najlepsza? Trudno powiedzieć, po prostu wszystkie trzy peelingi są bardzo dobre. Każdy jest inny, ale do każdego chętnie wrócę. Obecnie używam peelingu Body Boom, jak go skończę planuję sięgnąć po jeszcze jedną firmę. A co potem? Pewnie wrócę do któregoś produktu z tej trójki ;)

Używałyście kiedyś peelingu kawowego? Wolicie kupny, czy może robicie go własnoręcznie? :)

piątek, 6 października 2017

TOP 5 kosmetyków września

TOP 5 kosmetyków września
Witajcie :)
Wrzesień jest już za nami, tak więc czas na podsumowanie miesiąca. Niedawno pojawiło się wrześniowe denko (KLIK), teraz przyszła pora na TOP 5 miesiąca. Ostatnio przybyło mi trochę kosmetycznych nowości, więc trudno mi było się zdecydować co tutaj umieszczę. W końcu wybór padł na:


1. Colab, suchy szampon w jednorożce. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tą firmą, jest to dla mnie zupełna nowość. Szampon ma przyjemny, słodki zapach, bardzo mi on odpowiada. Pomaga odświeżyć włosy, efekty są zauważalne, chociaż nie są tak dobre jak w przypadku Batiste. Plusem jest to, że Colab nie zostawia białego nalotu. Mi to nie przeszkadza, ale sporo brunetek się na to uskarża. Jak dla mnie szampon Colab jest całkiem niezły, chyba wypróbuję jeszcze jakąś wersję. 

2. Body Boom, peeling kawowy o zapachu mięty. Jakiś czas temu obiecałam Wam post na temat peelingów kawowych, jest on już gotowy i na pewno pojawi się w najbliższym czasie na blogu. We wrześniu miałam okazję przetestować 3 peelingi kawowe, Body Boom to jeden z nich. Byłam z niego bardzo zadowolona, świetnie wygładzał skórę, a zawarta  w nim mięta dawała super orzeźwienie. Obecnie peeling jest już wykończony, ale chętnie kupię go ponownie. Więcej dowiecie się już niebawem ;)

3. Balea, pianka do rąk Cake Pop. Jest to forma kremu, piankę nakładamy na dłonie i wcieramy w skórę. Produkt fajnie nawilża, dodatkowo ma ładne opakowanie, miły zapach, jest też bardzo wydajny. Jestem z niego bardzo zadowolona i chętnie przetestuję inne wersje zapachowe, o ile się jakieś pojawią - obecnie dostępne są tylko dwie wersje :(

4. W poprzednim TOP 5 pojawiła się już maseczka w płacie, ale i tym razem muszę ją tu umieścić. Te maseczki są po prostu fantastyczne <3 Ostatnio przetestowałam maseczki Holika Holika, jedna z nich jest na zdjęciu - wersja truskawkowa. Maseczki świetnie nawilżają i odżywiają skórę, jestem z nich bardzo zadowolona. Regularne stosowanie znacznie poprawia wygląd skóry.

5. Może nie kosmetyk, ale wpisuje się w kategorię "uroda" - szczotka Tangle Angel. Pisałam już o niej tutaj (KLIK), więc jeśli chcecie to zapraszam na dłuższą recenzję.
Szczotka jest dla mnie dużym zaskoczeniem, nie spodziewałam się, że coś sprawdzi się równie dobrze jak Tangle Teezer. Bardzo dobrze rozczesuje włosy, nie plącze ich ani nie szarpie. Dodatkowo ma po prostu świetny wygląd :)

Jak Wam się podobają te produkty? Znacie je, używacie? :)

Jeśli chcecie zobaczyć TOP 5 z poprzedniego miesiąca, zapraszam tutaj: KLIK

Zapraszam też na instagrama, znajdziecie tam zapowiedzi nowych postów i wiele ciekawych zdjęć: KLIK

środa, 4 października 2017

Denko: wrzesień 2017

Denko: wrzesień 2017


Witajcie :)
Na wielu blogach popularne są akcje typu "denko", czyli relacja z miesięcznego zużycia kosmetyków. Od dawna nie mogłam się zebrać do zrobienia denka, bo wiąże się to z chomikowaniem pustych opakowań - zazwyczaj puste opakowania od razu lądowały w moim koszu. Jednak stwierdziłam, że w sumie warto spróbować, będę miała motywację aby zużyć kilka kosmetyków które mam na wyczerpaniu. 
Tak więc przedstawiam Wam wszystkie rzeczy, które zużyłam we wrześniu :)

Ciało:

Balea, żel pod prysznic Magic Fairytale - żel o zapachu magnolii i malin. Dostałam go na urodziny i byłam z niego bardzo zadowolona, zapach jest po prostu rewelacyjny. Niestety będąc w DM nie mogłam dokupić drugiego opakowania, nie były dostępne, a szkoda bo bym od razu brała :( 

Isana, żel por prysznic Tahiti - żel z limitowanej edycji, o słodkim, lekko mdłym zapachu. Żel jakoś mnie nie zachwycił, zapach był zbyt mdły i trochę słabo wyczuwalny. Miałam już lepsze żele z tej firmy. 

Isana Hello Spring - kolejny żel z edycji limitowanej. Zapach był przyjemny, czuć w nim było brzoskwinie. Coś w sam raz na lato :) Byłam z niego zadowolona. 

Yves Rocher, peeling z pestek moreli - dostałam go w prezencie na urodziny i jakoś nie mogłam wykończyć od kilku miesięcy. Peeling był całkiem udany, miał sporo peelingujących drobinek, dzięki czemu świetnie wygładzał ciało. Używałam go też do twarzy, nie podrażniał za to fajnie wygładzał skórę. 

The Body Shop, peeling o zapachu truskawek. Kolejny produkt który dostałam na urodziny, mój pierwszy produkt tej firmy. Niestety byłam nim bardzo rozczarowana. Miał fajny zapach, fajną konsystencję i był w sumie całkiem niezły, ale jako żel pod prysznic. Prawie nie miał peelingujących drobinek :( Ale i tak go zużyłam, po prostu posłużył mi za żel pod prysznic :D

Original Source, żel pod prysznic o zapachu bananów i mleka bambusowego. Żel wygrałam na portalu Dresscloud, o którym więcej pisałam TUTAJ. Żel miał przyjemny zapach, co prawda nie pachniał bananami, ale i tak mi się podobał. Żel nie pienił się bardzo mocno, ale za to dobrze czyścił ciało i nie podrażniał. 

Isana,  żel pod prysznic Crazy Melon o zapachu arbuzowym. Uwielbiam żele z tej serii, ten arbuzowy jest nowością, więc od razu musiałam go przetestować. Pachniał bardzo świeżo i soczyście, strasznie mi się spodobał i na pewno do niego wrócę. 

Mark, peeling kawowy o zapachu kokosa. Peeling dostałam od firmy do przetestowania, byłam z niego bardzo zadowolona. Jakość jest świetna, peeling bardzo dobrze wygładzał skórę, chętnie do niego wrócę. 

Biolove (Nacomi) cukrowy peeling do ciała o zapachu pomarańczy. Miałam bardzo mieszane uczucia co do tego produktu. Opakowanie jest niewielkie, ale jak się okazało sam produkt był wydajny. Jak dla nie miał trochę za mało peelingujących drobinek, był też trochę za tłusty. Miał mieć działanie antycellulitowe, ale jakoś tego nie zauważyłam. 5/10, raczej nie kupię go ponownie, ale czaję się na inną wersję (kokos <3 ).

Holika Holika, żel aloesowy. Jeden z moich kosmetyków wszech czasów, jak dla mnie jest to absolutny hit. Jest bardzo uniwersalny, nadaje się do całego ciała i włosów. Ja wykorzystywałam go do twarzy, ciała, czasem nakładałam go na skórę głowy. Szybko się wchłaniał, nawilżał i koił podrażnienia. O żelu niebawem pojawi się obszerniejszy post, zapraszam do śledzenia bloga :)

AA, emulsja do higieny intymnej. Bardzo delikatna, nie podrażniała ani nie uczulała. Byłam z niej zadowolona :)

Tonymoly, krem do rąk z serii Pokemon. Krem pachniał świeżymi brzoskwiniami, zapach był po prostu cudowny. Szybko się wchłaniał i dobrze nawilżał. Minusem była wysoka cena (ok. 20 zł), krem jakościowo porównywalny jest do zwykłych kremów drogeryjnych.

The Face Shop, krem do rąk w kształcie kotka. Krem ma urocze opakowanie, ale tak jak w przypadku kremu Tonymoly, nie robi wielkiego szału. Był dobry, ale stosunek ceny do jakości nie był korzystny. 

Isana young, dezodorant z flamingami.  Dezodorant wypatrzyłam sobie w rossmanie kilka miesięcy temu, kiedy robiłam flamingową paczuszkę urodzinową dla koleżanki. Wtedy był on jeszcze niedostępny, ale jak tylko pojawił się na półce od razu go wzięłam. Byłam z niego zadowolona i może kupię go ponownie. Działał jak trzeba, miał przyjemny zapach, jedyny minus to to, że szybko się skończył. 

Włosy :

Inecto, szampon o zapachu kokosowym. Szampon kupiłam w Hebe, było to moje 3 opakowanie tego kosmetyku. Byłam z niego zadowolona, bardzo dobrze oczyszczał włosy, nie podrażniał skóry głowy, miał też świetny zapach :)

Organic Shop, maska do włosów z awokado. Jest to jeden z lepszych produktów z tego denka, na pewno kupię go ponownie. Maseczka świetnie nawilżała włosy, po jej użyciu były miękkie i wygładzone. 

Gliss Kur total repair, szampon do włosów suchych. Szampon był dla mnie trochę za ciężki, obciążał moje włosy. 

Kallos, maseczka bananowa. Jest to kolejny produkt, który dostałam od Dresscloud. Maseczki Kallos bardzo lubię, wypróbowałam już kilka innych wariantów. Bananowa nie była najlepsza, ale i tak byłam z niej zadowolona. Miała przyjemny zapach, który zostawał na włosach na długi czas. Po jej użyciu włosy były miękkie i gładkie. 

Jantar, kuracja na gorąco do włosów. Byłam jej bardzo zaciekawiona, no i niestety trochę mnie rozczarowała. Na dobrą sprawę na moje włosy potrzebowałabym jeszcze ze 3 opakowania, saszetki z kosmetykami były bardzo malutkie. Ciężko mi więc powiedzieć czy kuracja zadziałała czy nie :( 

Twarz:

Bielenda, olejek różany. Jest to jeden z moich ulubionych kosmetyków, używam go codziennie. Jest to olejek, który w kontakcie z wodą tworzy pianę. Miałam już kilka wariantów, olejków różanych miałam chyba 3. Jestem z nich bardzo zadowolona. Świetnie oczyszczają skórę, zmywają resztki makijażu i zanieczyszczenia.

Resibo, olejek do demakijażu. Olejek poznałam dzięki Dresscloud i jestem z niego bardzo zadowolona. Jest on w 99% naturalny. Nie podrażniał mojej skóry, za to świetnie zmywał wszelki makijaż. Na pewno kupię go ponownie.

Secret Key, Gold Racoony maseczka hydrożelowa. Kupiłam ją po to, aby wypróbować maseczkę tego typu. Niestety bardzo się nią rozczarowałam. Lekko nawilżyła skórę, ale w sumie po jej zużyciu nie zauważyłam żadnych efektów.

Tonymoly I'm Real, maseczka w płacie, wersja awokado. Maseczka była bardzo fajna, świetnie nawilżyła moją skórę. Była porządnie nasączona esencją, mogłam jej użyć na twarz i szyję. Chętnie kupię ją ponownie.

Conny, maseczka w płacie z węglem aktywnym. Maseczka bardzo mnie rozczarowała, po jej użyciu strasznie mnie wysypało :(

Makijaż:

Manhattan, soft compact powder. Puder był w kolorze transparentnym, niestety u mnie słabo się sprawdzał. Nie matował skóry, w sumie to nic nie robił.

Lovely, puder ryżowy o zapachu czekolady. Puder na początku bardzo mnie zaciekawił, chciałam sprawdzić jak zadziała u mnie puder ryżowy. Niestety, jakoś wybitnie się nie spisał... Miał być transparentny, ale widać go było na twarzy. Raczej nie kupię go ponownie.

Saszetki:

Bielenda magic peeling, peeling zmieniający kolor. Bardzo ciekawy produkt, w czasie używania zmienia odcień, można po tym poznać czy wystarczy nam tego peelingowania. Jestem z niego zadowolona :)

Fito Kosmetik, maska do twarzy. Maska świetnie się spisała, odżywiła skórę, na pewno kupię ponownie.

Marion, maseczka z awokado. Kolejny ciekawy produkt, fajnie nawilżała skórę. Można jej używać jako maseczki całonocnej :)

Bielenda Gold Detox, metaliczna maska do twarzy. Z tej serii najbardziej podobała mi się wersja niebieska, ta jej niestety nie dorównała. Też nawilżyła twarz, ale efekt był lepszy przy użyciu niebieskiej maski z tej serii.

Isana, sól do kąpieli. Taka sobie, miałam już ładniejsze zapachy - ten był bardzo apteczny, średnio przyjemny. 

Bioaqua, trzystopniowy zabieg usuwający wągry z nosa. Sprawdzone, działa - fajnie oczyścił nos :)

+ próbki, to co na zdjęciu.

Jak widać trochę się tego nazbierało, oczywiście nie wszystko zużyłam w tym miesiącu - niektórych rzeczy używałam już od kilku miesięcy, teraz akurat mi się skończyły. Kolejne denko pojawi się za miesiąc, podejrzewam że będzie mniejsze bo teraz zużyłam wszystkie napoczęte wieki temu kosmetyki :)

Jak Wam się podoba projekt denko? Dajcie znać w komentarzach :) 

Zapraszam też na instagrama, znajdziecie tam zapowiedzi nowych postów i wiele ciekawych zdjęć: KLIK

poniedziałek, 2 października 2017

bąbelkowy zawrót głowy - L'biotica

bąbelkowy zawrót głowy - L'biotica
Witajcie, dzisiaj przychodzę do Was z kolejną kosmetyczną nowością - maseczką bąbelkową L'biotica! Co to właściwie jest maseczka bąbelkowa? Jest to maska w płacie, która po nałożeniu na twarz tworzy pianę. Brzmi ciekawie, prawda? :) 

Maseczkę wypatrzyłam dawno temu i chciałam ją od razu wypróbować, ale jakoś się nie składało żebym ją kupiła. W końcu znalazłam ją w promocji w Super Pharm, dopłaciłam punktami z karty Lifestyle i wyszła za całe 4 zł . Maseczka jest w formie grubego, czarnego płata tkaniny. Jest on grubszy niż w przypadku standardowej maski, czuć też że jest porządnie nawilżony esencją. Nakładamy go na twarz, a potem patrzymy jak rosną bąbelki. Tworzy się piana, potem trochę więcej piany a na końcu jeszcze trochę piany. W sumie to cała góra piany, już po 5 minutach - możecie zobaczyć na zdjęciu :).  Uczucie jest dziwne, wyraźnie czuć mrowienie i lekkie łaskotanie. Maseczka niestety zaczyna też zjeżdżać do oczu, jest to efekt zbyt dużej ilości esencji i piany. 

Maseczka ma za zadanie głównie oczyścić skórę. Trzymałam ją na twarzy przez 20 min, na początku przeszkadzał mi jej zapach ale potem go ignorowałam . Niestety maseczka ma kiepski zapach, jak jakiś środek chemiczny, to wielki minus. Podczas używania zaczęła się zsuwać, przez co piana zaczęła wchodzić do oczu lub ust, to również nie jest przyjemne. Ponadto po jej zdjęciu skóra bardzo się kleiła, w końcu musiałam umyć twarz bo czułam się tak jakbym się wysmarowała żelem do mycia twarzy i go nie spłukała. Plusem maseczki jest na pewno jej fajny wygląd oraz to, że miło masuje twarz. Nie zauważyłam żadnych spektakularnych efektów po użyciu, maseczka jest po prostu ciekawa z powodu bąbelków. Raczej jej nie kupię ponownie, maseczka powinna głównie działać, a nie fanie wyglądać :(  . Tymczasem całą twarz miałam lepką i klejącą... No cóż, czasem zdarza się trafić na kosmetycznego bubla, mówi się trudno :D

Czy wypróbowałyście już tą maseczkę? Może korzystałyście z innej maseczki tego typu? Dajcie proszę znać w komentarzach :)

Znacie już moje konto na Instagramie? Jeśli nie to zapraszam, informuję tam o nowych postach i innych ciekawych rzeczach, odwdzięczam się za każdą aktywność :) 


piątek, 29 września 2017

paletka Sleek Au Naturel

paletka Sleek Au Naturel
Paletka cieni do powiel Sleek Au Naturel, wygrana przeze mnie w konkursie Dresscloud. Paletka zawiera 12 cieni w odcieniach brązowych i szarych. Wygląda bardzo ładnie, od razu mi się spodobała :) 
Opakowanie jest niewielkie, ale eleganckie. Ładne, czarne, matowe pudełko z lusterkiem w środku. Byłam trochę zaskoczona jego rozmiarem - do tej pory używałam głównie MUR, cienie Sleek są znacznie mniejsze. Do wyboru są kolory matowe i błyszczące. W opakowaniu jest też wygodny aplikator do cieni.
Od razu zabrałam się za testowanie cieni, no i tutaj pojawił się pierwszy zawód - te jasne mają praktycznie zerową pigmentację. Na dłoni widać kolorki, pierwsze 6 z lewej to górny rząd (niektórych praktycznie nie widać...), natomiast kolejna szóstka jest już lepiej widoczna, jest to dolny rząd. Ciemne odcienie niestety mi się osypywały, było to widać zwłaszcza przy aplikacji pędzelkiem, ale oczywiście postanowiłam dać paletce szansę. 
Nie jestem jakąś makijażową ekspertką, ale coś tam za pomocą cieni umiem zrobić, umiem też poznać które cienie mają dobra pigmentację, a które słabiutką. No i niestety, te nie są dobre. Słabo mi się rozcierały, jasnych praktycznie nie było widać, natomiast ciemne w czasie aplikacji osypywały mi się na twarz. Coś tam udało mi się za ich pomocą wyczarować, ale efekt był marny, w końcu poprawiłam wszystko paletką z MUR. Po kilku godzinach zauważyłam, że ciemniejsze cienie po prostu wyblakły i osypały do reszty, były zupełnie nietrwałe. Na Wizazu przeczytałam w jednej opinii, że pomimo użycia różnych kolorów cieni, efekt końcowy na oku wygląda tak, jakbyśmy użyli jednego cienia. No i coś w tym jest, na powiece nie było widać żadnych różnic między różnymi cieniami.
Jak dla mnie paletka Sleek jest po prostu słaba. Nie skreślam jej, na pewno będę się nią jeszcze bawić, ale póki co czarno to widzę. No trudno, cieszę się mimo to że mogłam ją wypróbować. Miałam sama ją kupić, ale dzięki temu, że dostałam ją od Dresscloud nie płaczę teraz nad zmarnowanymi pieniędzmi. Przykro mi tylko, że musze wystawić negatywną ocenę paletce, którą w sumie dostałam. Ale mam nadzieję, że jeszcze znajdę jakiś sposób żeby ją wykorzystać .

Macie tą paletkę? Jeśli tak, to dajcie znać co o niej sądzicie :) 



Zapraszam na mojego instagrama: https://www.instagram.com/jednafiga_blog/

poniedziałek, 25 września 2017

Primark, DM i Muller, czyli nowości zakupowe :)

Primark, DM i Muller, czyli nowości zakupowe :)
Witajcie :) Ostatnim razem opisywałam Wam moją krótką wycieczkę do Berlina, dzisiaj przyszła pora na przegląd przywiezionych nowości :)

Będąc w Berlinie odwiedziłam w sumie 4 sklepy: DM, Muller, Primark i Rewe. Zakupy uważam za udane, chociaż gdybym mogła to bym kupiła jeszcze trochę  (a wcale mało nie miałam, zwłaszcza że musiałam to wszystko nosić :D ). 

Primark


Nie ukrywam, że bardzo zależało mi na wizycie w tym sklepie. Od dawna oglądałam różne perełki marki Atmosphere, aż w końcu doczekałam się osobistej wizyty w sklepie. Wybrałam ten przy Alexanderplatz, akurat miałam tam bliżej. 
Sklep ma 3 piętra, a w środku trzeba się spodziewać tłumów. Ja byłam w środku tygodnia, a ludzi było na prawdę sporo. Byli tam głównie obcokrajowcy, spotkałam też Polaków. Kolejka do kasy może przerażać, ale ponieważ na każdym piętrze jest otwarte kilka kas to nie trzeba długo czekać. Ja w kolejce stałam dosłownie minutę, a przede mną było kilka osób.
Sklep trochę rozczarował mnie niewielkim wyborem artykułów do domu, oprócz świeczek praktycznie nic nie było. Ale poza tym w środku znalazłam całą masę perełek, gdybym mogła to bym chyba pół sklepu wyniosła :D 
W sklepie kupiłam: 
- klasyczne jegginsy (7 €)
- dwie pary skarpetek Pusheen (mój najlepszy zakup <3) (3,5 i 4 €)
- kosmetyczkę w kwiaty (2 €)
- małą świeczkę (1 €)
- zimową czapkę (3 €)

Muller

Z tą drogerią miałam spory problem - nie mogłam jej znaleźć, jak się potem okazało była ona pod ziemią i dlatego mój GPS wskazał ją na środku trawnika :D 
W każdym razie jak już w końcu trafiłam do niej, od razu ruszyłam na poszukiwania nowości z Treaclemoon. Bardzo chciałam żel o zapachu śliwek albo białej czekolady, niestety jej nie znalazłam. Ale na pocieszenie znalazłam dwie miniatury balsamów z tej firmy - lychee i watermint. Do tego wzięłam też żel Dush Das o zapachu egzotycznym (z flamingiem na opakowaniu <3), cztery umilacze kąpieli i śliczną maseczkę z jednorożcem. No dobra, przyznaję - maseczkę wzięłam ze względu na jednorożca, ale na pewno ją wypróbuję i sprawdzę, jak działa :) 

DM

Ten sklep wręcz uwielbiam, bardzo żałuję, że nie ma go w Polsce. Ceny są bardzo niskie, ja bhym je porównała z naszym Rossmanem. Ceny produktów Balea zaczynają się od 40-50 centów (maseczki i sole do kąpieli), żele pod prysznic kosztują 0,5 €, pianki do ciała 2 €, kremy do rąk i balsamy 1 €. Więc jak widać nie jest tam wcale drogo. Ja polowałam głównie na produkty Balea, ale wpadło mi w ręce też kilka innych rzeczy, w tym chusteczki nawilżane Nivea, wersja z flamingiem :D 

W sklepie kupiłam: 
- nawilżane chusteczki Nivea, w wersji z flamingiem 
- chusteczki do demakijażu z aktywnym węglem, Balea
- dwie maseczki Balea
- dwie pianki do dłoni Balea
- piankę do mycia dłoni Balea
- balsam z flamingiem Balea
-szampon z wersji egzotycznej Balea
- żel pod prysznic z leniwcem Balea
- krem do rąk Balea
- 3 pianki do mycia ciała Balea
- balsam w piance Balea
- woda w sprayu Balea
- żel do golenia Balea
- dwie sole do kąpieli Balea
- sól z reniferem Kniepp 


Jak widać było tego sporo, a to przecież nie wszystko, w końcu nie mogłam odpuścić zakupów w sklepie spożywczym :D

Rewe

Swego czasu miałam okazję posiedzieć w Niemczech nieco dłużej. Zakupy spożywcze robiłam w różnych marketach, ale szybko upodobałam sobie Rewe, było trochę podobne do naszej Biedronki. Ceny są przyzwoite, można tu znaleźć wiele ciekawych rzeczy. Ja skusiłam się głównie na żelki Katjes (80 centów za opakowanie), Haribo (65 centów za opakowanie), do tego wzięłam Nutellę (nie pamiętam ile kosztowała, wydaje mi się że coś koło 3,5 albo 4,5 € za opakowanie 700g) i kilka innych rzeczy. 

Co najbardziej opłaca mi się kupić w Niemczech? 

Jak myślę o zakupach u naszych zachodnich sąsiadów od razu mam w głowię DM i kosmetyki Balea. Po nie sięgam za każdym razem, kiedy mam do tego okazję. Są dobrej jakości, tanie, mają dobre działanie, ładne opakowania, przyjemne zapachy... mogłabym tak wymieniać dalej, ale nie widzę takiej potrzeby - już niedługo pojawi się wpis o kosmetykach tej marki, zapraszam do obserwowania bloga :) 
W Niemczech lubię też kupować chemię, jest dobrej jakości i w korzystnej cenie. Tym razem na nic się nie skusiłam, bo byłam busem, ale jak pojadę autem to na pewno zrobię zapasy. Lubię tam też kupować słodycze, wiele rzeczy jest niedostępnych w Polsce, poza tym ceny często są lepsze. Zdaniem moim i kilku osób Nutella z Niemiec smakuje jakoś inaczej, jest tam też tańsza. 
Czego się nie opłaca kupować w Niemczech? Na pewno tych rzeczy, które są dostępne u nas w podobnej lub niższej cenie :D  Czy opłaca się jechać do Berlina na same zakupy? Trudno powiedzieć, jakbym miała jechać tylko po zakupy to chyba bym nie pojechała. 

Podsumowując, zakupy uważam za udane, ale były one tylko miłym dodatkiem do świetnej wycieczki :) 
Co byście kupiły na takiej wyprawie? Dajcie proszę znać w komentarzu :) 


sobota, 23 września 2017

Czy warto zamawiać kosmetyki z Korei?

Czy warto zamawiać kosmetyki z Korei?
Od ponad roku interesuję się koreańską pielęgnacją skóry. W związku z tym od czasu do czasu kupuję koreańskie kosmetyki, przeważnie bezpośrednio z Korei. Zamawiając produkty z Korei mam większy wybór, poza tym ceny są znacznie niższe, nawet po doliczeniu kosztów wysyłki. Na przesyłkę zwykle czekam 7-14 dni, więc nie tak długo :) 
Swoje pierwsze w życiu zamówienie złożyłam w sklepie RoseRoseShop na Ebayu (KLIK), możecie je zobaczyć na powyższym zdjęciu .  Nie pamiętam już dokładnych cen, ale maski w płacie były znacznie tańsze niż w Polsce, za to puder panda nie był dostępny w Polsce. Kosmetyki są oryginalne, nie są to podróbki. Sklep działa cały czas, można tam znaleźć bardzo fajne cudeńka. Jak większość koreańskich sklepów na Ebayu RoseRoseShop oferuje darmową dostawę do Polski. Zapłacić można kartą lub przez PayPal, nie ma z tym żadnego problemu. Kosmetyki przychodzą ładnie zapakowane, niestety sklep skąpi próbek -  szkoda, bo zawsze się cieszę kiedy mogę coś przetestować. 
Drugie zamówienie złożyłam w sklepie Cosmeticmarket2012, również na Ebayu (KLIK). W tym przypadku przesyłka również dotarła bardzo szybko, po kilku dniach była już u mnie. Wszystko przyszło ładnie zapakowane, sprzedawca dorzucił też kilka próbek. Produkty oczywiście były oryginalne.
Kolejne zamówienia składałam w sklepach Bringbringshop (KLIK), Beautynetkorea (KLIK) i Seoulcosmetics (KLIK). Podobnie jak w poprzednich przypadkach, tutaj też kosmetyki przyszły szybko i bezproblemowo.Najbardziej martwiłam się o zamówienie próbek kosmetyków Tonymoly z serii Pokemon, wybrałam sprzedawcę, który miał nieco mniej komentarzy (KLIK). Na szczęście wszystko dotarło na czas, bez żadnych nieprzyjemności.

Czy warto zamawiać na Ebayu?

Pewnie, tylko trzeba wybrać sprawdzonego sprzedawcę. Najpierw należy się upewnić, że towar jest wysyłany z Korei, potem trzeba zerknąć na komentarze. Jeśli widzimy konto, które wystawia setki albo tysiące kosmetyków, z wysyłką z Korei i tysiącem komentarzy to możemy śmiało zamawiać. W razie potrzeby Ebay oferuję ochronę kupujących, nie wiem w jaki dokładnie sposób ona działa (na szczęście nie musiałam z niej korzystać) ale z tego co słyszałam nie ma problemu z odzyskaniem pieniędzy za nieotrzymane zamówienie. 

Jak nie Ebay, to gdzie indziej można zamówić kosmetyki? 

Poza Ebayem złożyłam raz zamówienie w sklepie roseroseshop.com. Minusem była płatna przesyłka (ja płaciłam 17$ za poniższe zamówienie), ale za to ceny sa zdecydowanie niższe niż te na Ebayu. Jest też większy wybór produktów, a maski w płacie nie są sprzedawane w trójpakach, tylko jako pojedyncze sztuki. Zamówienie opłaciłam za pomocą PayPal, wysyłka była rejestrowana i dotarła w kilka dni. 
Jest jeszcze cała masa innych sklepów, z których jednak jeszcze nic nie zamawiałam. Jak tylko coś zamówię to od razu się pochwalę :) 
Zamawiacie coś z Korei? Może wolicie polskie sklepy? Dacie znać w komentarzu :)

Zapraszam wszystkich na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/jednafiga/, jak będzie 100 polubień to zrobię rozdanie :)

Rossmann -55% na kolorówkę!

Witajcie :) Jak zapewne wiecie w Rossmanie trwa akcja 55% rabatu na kosmetyki do makijażu. Jest to już któraś z kolei tego typu promocja te...

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Copyright © 2016 Jednafiga Blog , Blogger