środa, 7 lutego 2018

Bielenda, serum z serii Zielona Herbata

Cześć :)

Stosujecie w swojej codziennej pielęgnacji serum do twarzy? Ja o istnieniu takiego kosmetyku dowiedziałam się stosunkowo niedawno, bo dopiero dwa lata temu. Od tamtej pory wypróbowałam ich kilka, zarówno naszych jak i koreańskich, wszystkie sprawdziły się równie dobrze. Obecnie używam serum z Bielendy i to właśnie o nim będzie dzisiejszy wpis.
Nie ma dokładnej definicji serum. Z założenia jest to produkt o lekkiej, prawie płynnej konsystencji i bogatszym składzie niż kremy. Zaleca się stosować go kilka razy w tygodniu, ale można to robić również codziennie.
Serum które obecnie używam to Zielona Herbata od Bielendy. Kusiło mnie ono już od dawna, a dzięki pewnej uprzejmej osobie mam w końcu okazję do jego przetestowania <3


Serum zamknięte jest w małej, szklanej buteleczce. Pojemność to zaledwie 15 ml, ale wystarcza na długi czas, po ponad miesiącu ledwo widzę ubytek. Opakowanie zawiera wygodną pipetę, za pomocą której możemy w łatwy sposób nanieść serum na twarz. Buteleczka wygląda elegancko, aż miło się po nią sięga.

Według producenta, serum przeznaczone jest do skóry mieszanej. Reguluje ono pracę gruczołów łojowych, nawilża skórę, przyspiesza regenerację naskórka, działa antybakteryjnie i tonizująco, ma więc całkiem sporo funkcji.

Co znajdziemy w składzie?
  • olejek z drzewa herbacianego - ma działanie antybakteryjne
  • azelogicynę - nawilża, rozjaśnia, działa antybakteryjnie
  • witaminę C - rozjaśnia
  • kwas migdałowy - łagodnie złuszcza skórę
  • witaminę B3, czyli niacynę - działa antyoksydacyjnie i przeciwtrądzikowo
Skład jest więc całkiem bogaty :)


Serum stosuję od kilku tygodni (ok. 5-ciu). Używam go zwykle 4-5x w tygodniu, w dniach w których go nie używam zwykle robię maseczki.  Próbowałam go nakładać rano, pod makijaż i wieczorem, za każdym razem spisywał się tak samo. Serum wchłania się błyskawicznie, już po kilku chwilach nie ma po nim śladu. Aplikacja jest wygodna, wystarczy nanieść kilka kropel kosmetyku na oczyszczoną skórę, następnie rozmasować ją dłońmi i delikatnie wklepać w skórę. Jedyne co mi przeszkadza podczas aplikacji to zapach. Serum pachnie oczywiście zieloną herbatą, co niestety nie przypadło mi do gustu, zdecydowanie nie jest to mój ulubiony aromat. Na szczęście już po kilku chwilach zupełnie go nie czuć.
Tuż po aplikacji trudno zauważyć jakiekolwiek efekty, jednak przy dłuższym stosowaniu są już one widoczne. Serum odżywia skórę, sprawia, że jest pełna blasku. Po tych kilku tygodniach mam wrażenie, że moja skóra wygląda na zdrowszą. Kilka drobnych przebarwień zniknęło, co też jest zasługą serum. Efekty są wyraźnie widoczne, co więcej są długotrwałe, nie znikają w kilka godzin po aplikacji. Nie zauważyłam natomiast mniejszego wydzielania sebum, wszystko jest tak jak było - moja skóra przetłuszcza się w okolicy strefy T.

Podsumowując, serum Zielona Herbata z Bielendy jest całkiem przyjemnym produktem. Musimy pamiętać o regularnym stosowaniu, bo dopiero wtedy przynosi on efekty. U mnie sprawdził się dobrze, z chęcią wypróbuję też inne warianty serum z Bielendy.

Znacie to serum? Może macie inny kosmetyk z tej serii?

Na koniec mała uwaga odnośnie odmiany słowa serum. Według SJP jest to słowo nieodmienne, dlatego właśnie tak go używałam w tym wpisie. Mam nadzieję, że nigdzie nie popełniłam żadnego błędu ;)


18 komentarzy:

  1. Z Bielendy ubóstwieniem serum z kwasem! Z serii zielona herbata mam za to płyn micelarny i bardzo go polubiłam :) Kusi mnie jeszcze maseczka i serum ale w kulkach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serum z kwasem nie znam, ale od jakiegoś czasu myślę nad kwasami, więc muszę się nim zainteresować :)

      Usuń
  2. Używałam tego serum i bardzo się polubiliśmy. U siebie akurat zauważyłam zmniejszone wydzielanie sebum, ale to może też zależy od naturalnej ilości wydzielania - u mnie tego sebum jest całkiem sporo, więc i zmiana była łatwo zauważalna =)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może masz rację, u mnie nie ma problemu z nadmiarem sebum, więc może dlatego zmiana nie była widoczna :)

      Usuń
  3. Hmm serum z zielonej herbaty wydaje się bardzo ciekawe, bym się musiała chyba powstrzymywać od tego żeby go nie wypić, bo kocham zieloną herbatę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wątpię żeby było tak smaczne jak herbata :D

      Usuń
  4. Poluje na to serum od dłuższego czasu, ale na razie bez skutecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dziwne, ja ciągle je gdzieś widzę :) Rossmann, Hebe, Super Pharm, drogerie internetowe, myślę że gdzieś je w końcu znajdziesz :)

      Usuń
  5. ja mam teraz serum z bielendy, ale inne, te zielone, chyba najpopularniejsze i jestem bardzo zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię stosować serum, ale tego z zieloną herbatą nie znam. Szczerze to go wcześniej jakoś nie spotkałam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam już kilka recenzji tego serunm i mam coraz większą ochotę na niego ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zawsze się zastanawiałam, czy to słowo się odmienia, jakoś zawsze ciężko przez gardło przechodziło mi słowo "sera", super więc, że to się wyjaśniło :) A co do samego produktu, ja serum używam bardzo nieregularnie i bardzo rzadko, koniecznie muszę to zmienić. A o tym konkretnym słyszałam wiele dobrych opinii i może się kiedyś na niego sama skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. oj mi jakoś nie po drodze do produktów Bielendy;p nie używam ich po prostu:) obserwuję z miłą chęcią i zapraszam serdecznie do siebie;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem ciekawa tego serum, produkty Bielenda bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie używałam ,ale myślę,że można by było się skusić. Obserwuję i zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem pod wrażeniem. Bardzo fajny wpis.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Copyright © 2016 Jednafiga Blog , Blogger